Pamiętasz to uczucie ekscytacji, gdy wybierałaś meble do swojej pierwszej siedziby kancelarii? Biurko, krzesło szafa na komentarze i segregatory. Instalowałaś LEXa, za którego płaciłaś grube tysiące, i zastanawiałaś się, czy oświetlenie będzie odpowiednie, gdy klient usiądzie po drugiej stronie stołu. Być może na ścianę fundnęłaś sobie abstrakcyjny obraz młodej obiecującej artystki. Chciałaś wypaść profesjonalnie, pokazać, że Twoja stawka za godzinę jest uzasadniona.
Jeśli było Cię stać, wybierałaś modną lokalizację w centrum miasta, licząc na to, że klient z ulicy, nawet jeśli nie wejdzie do środka, to przynajmniej zobaczy piękny szyld. A na nim Twoje nazwisko i r.pr. albo adw. przed nim. To nobilitowało. Ciężko na to zapracowałaś. Wszystkie te noce, w które nie spałaś, imprezy, na które nie poszłaś, i chłopcy, na których nie miałaś czasu. Trudne kolokwia i egzaminy, które były tak wyczerpujące, że po wszystkim wyglądałaś jak cień samej siebie i miałaś ochotę rzucić to wszystko w diabły. A potem ta radość i szczęście. I wielkie plany. Że oto teraz otworzysz kancelarię i rozpoczniesz życie prawniczki. Samej lub ze wspólnikami. Wtedy myślałaś jeszcze, że lepiej ze wspólnikami. Dopiero potem zdałaś sobie sprawę, jak jeszcze niewiele wiesz o drodze, na którą właśnie wkroczyłaś.
Witaj na wyboistej drodze do własnej kancelarii
W ogóle na początku tej drogi było wiele rzeczy, o których nikt Ci nie powiedział, a które odkrywałaś niczym Czerwony Kapturek ciemny las w drodze do domku babci. Gąszcze, krzaki i szuwary stawały się Twoim codziennym doświadczeniem. Dopiero na swoim zaczęłaś rozumieć, jak działają podatki i ZUS-y, choć przecież jeszcze nie tak dawno temu zdawałaś z nich egzamin. Co to są przychody i koszty, i dlaczego, mimo że z czasem zespół Twojej kancelarii się powiększał, wcale nie odczuwałaś poprawy jakości Twojego życia – ani w realu, ani w finansach.
Zauważyłaś, że biuro w centrum miasta coraz więcej kosztuje, ale ta lokalizacja wcale nie sprawia, że klienci przychodzą do Ciebie z ulicy. Zaczęłaś zazdrościć koleżankom, które zahaczyły się w jakimś parku naukowo-technologicznym lub w innym biurze co-workingowym, albo pracują z domu, mają mniej klientów, ale zarabiają tyle samo lub więcej, za to mają mniej pracy i ogólnie mniej przejmują się życiem. Jak one to robią? To proste. Zbudowały sobie wirtualne siedziby i obsługują klientów w zaciszu swojego gabinetu. Gdy trzeba – wychodzą. Ale spotkania zwykle robią na Teamsie albo omawiają wszystko przez telefon. Wizyty umawiają przez Zencal, a w swoich internetowych sklepach sprzedają porady prawne. Środowisko patrzy na nie z ukosa, ale one wiedzą, że inwestycja w internet wcześniej czy później im się zwróci. Im szybciej tam będą, tym większą przewagę zyskają.
Kancelaria w świecie ciągłej zmiany i dziesiątek tysięcy prawników
Świat zmienia się nieustannie. Żyjemy w świecie ciągłej zmiany. Są wśród nas takie, które pamiętają, jak egzamin zawodowy pisały ręcznie. Normalnie – wodząc długopisem po kartce papieru. Starsze pokolenie zawsze spotykało się ze swoimi klientami, często obsługując ich przez całe życie. Spójrzmy prawdzie w oczy – wtedy było jakby mniej prawników, trudno było się dostać na aplikację, swoje własne kancelarie otwierali nieliczni. Dziś samych radców prawnych w Polsce jest 50 tysięcy. Kilkadziesiąt tysięcy adwokatów. Co roku uczelnie prawa wypuszczają około 10 tysięcy prawników. Oczywiście, nie wszyscy będą prowadzić kancelarię. Jeśli jednak Ty masz taki plan na życie, musisz rozejrzeć się wkoło i dostrzec, jak silna jest Twoja konkurencja.
Internet – współczesna autostrada do Twojej kancelarii
Doskonale wiesz, że coraz mniej osób przychodzi do Ciebie z ulicy. Autostradą stał się dziś internet. Jeszcze do niedawna, żeby pokierować klienta tam, gdzie chcesz, aby on skręcił, trzeba było pobawić się w SEO, aby Google polubił Twoje miejsce w sieci. Dzisiaj to za mało. Trzeba się bardziej postarać. Dziś każdy zabiega o łaski sztucznej inteligencji. A ta, przeczesując sieć, interesuje się czymś więcej niż tylko Twoją stroną internetową. Sprawdza, jak dobrze ogólnie sobie radzisz w internecie. Zbiera i łączy informacje o Tobie i albo pokazuje kciuk w górę polecając pytającym Twoją kancelarię. Albo zakopuje Cię w Styksie zapomnienia – tam, gdzie tysiące innych podobnych do Twojej stron.
Networking i polecenia? I tak najpierw sprawdzą Twoją stronę internetową
Wtedy zaczynasz dostrzegać i doceniać moc networkingu i poleceń. Klienci przychodzą do Ciebie od innych zadowolonych klientów albo od prawników, którzy – daj Boże – mają więcej niż Ty zleceń. Czy wiesz jednak, co robi polecony klient, zanim zadzwoni do Ciebie po poradę? Dobrze się domyślasz – zagląda na Twoją stronę internetową. Niezawodnie robi to każdy, kto o Tobie usłyszy i będzie mieć nadzieję, że rozwiążesz jego problem. Dlaczego? Bo dla niego to Twoja strona internetowa jest pierwszym punktem kontaktu. On chce zobaczyć wirtualną siedzibę Twojej kancelarii.
Ile wynosi ROI z adresu Twojej kancelarii w centrum miasta?
Wokół stron internetowych kancelarii narosło wiele mitów. To sprawia, że część prawników patrzy na nie z niedowierzaniem, inni nie wiedzą do końca jak się za to zabrać, jeszcze inni zastanawiają, jak szybko zwróci się im inwestycja. To ciekawe, że kiedy wynajmowałaś biuro, nie liczyłaś w Excelu ilu klientów zyskasz i ile przychodu przyniosą Ci oni z tego powodu, że masz kancelarię akurat w tej lokalizacji. Nie kalkulowałaś ROI z mebli, biurka ani LEXa. Kupowałaś ekspres do kawy, szafki zamykane na klucz i twierdziłaś, że potrzebujesz firmowych filiżanek do kawy, bo to Twoja inwestycja. Jednak gdy przychodzi Ci zmierzyć się z tematem strony internetowej i treści, które zbudują Ci na niej Twoją markę, zaczynasz się zastanawiać – no dobrze, ale kiedy mi się to zwróci? Ciekawe, z czego to wynika?

Zadajesz niewłaściwe pytania
Wraz z marzeniem o własnej stronie internetowej kancelarii pojawiają się nowe wyzwania i problemy. Takie, które zaczynasz dostrzegać, gdy uwierzysz reklamie, że Twoja strona internetowa to Ty. I gdy postanawiasz spełnić to odwieczne marzenie o własnym miejscu w sieci. Po pierwsze – od czego zacząć? Po drugie – ile to kosztuje? Po trzecie – jak wybrać najlepszą agencję? To ważkie pytania, jednak gdybym była na Twoim miejscu, zaczęłabym od zupełnie innego zestawu. Po pierwsze – po co mi strona internetowa? Po drugie – jak bym chciała, aby wyglądała? Po trzecie – co dostanę w cenie, której żąda agencja?
Na wygląd strony poświęć co najmniej tyle samo czasu co na wybór koloru ścian w kancelarii
Te pytania postawione na początku, pomogą Ci uniknąć rozczarowań na końcu. Ponieważ do swojej internetowej siedziby – czyli strony internetowej kancelarii, powinnaś podejść dokładnie tak samo, jak do biura, w którym przyjmujesz klientów i świadczysz swoje usługi. Pamiętasz ile czasu poświęciłaś na decyzję o wyborze koloru ścian w kancelarii? Co najmniej tyle samo poświęć na decyzję o kolorach na stronie internetowej swojej kancelarii. Godzinami ustawiałaś szafki, stoły i krzesła lub wręcz prosiłaś o pomoc architekta od wnętrz? Tyle samo godzin przeznacz na zastanowienie się, jak poukładać ofertę na stronie internetowej swojej kancelarii lub poproś o pomoc architekta od informacji. Pamiętasz, jak porównywałaś ofertę oprogramowania, programu prawniczego lub office’a? Podobną ilość czasu przeznacz na znalezienie dobrego CMS, hostingu i dostawcy domeny. Te decyzje mogą Ci ułatwić, lub całkiem zatruć życie w dłuższej perspektywie czasu.
Wiem, gdzie Cię boli, bo to nie tylko Twoje bolące miejsce
Zwykle chodzi o to samo: pieniądze, czas i priorytety. Mogę Ci coś doradzić? Na stronę internetową swojej kancelarii popatrz jak na koszt, który dziś po prostu musisz już ponieść, bo jaką masz alternatywę? Jeśli słyszę, gdy ktoś mówi, że niepotrzebna mu strona, to wiem, że słyszę to od kogoś, kto nie zna pojęcia lucrum cessans. Bo skąd można wiedzieć, że strona internetowa nie jest potrzebna, gdy nie da się zmierzyć ani policzyć utraconych z niej korzyści? Przecież codziennie miliony ludzi korzysta z internetu. Skąd wiesz ile i co straciłaś, gdy każdego dnia nie masz dobrze zrobionej strony internetowej? Gdy jest ona brzydka, nieaktualna, chaotyczna, pozbawiona sensu i treści oraz dobrych zdjęć?
Wiesz, że to wcale nie chodzi o pieniądze – prawda?
Gdy słyszę, że chodzi o pieniądze, to wiem, że to tylko wymówka. Znasz pojęcie piramidy potrzeb konsumenta? Słyszał o niej każdy, kto kiedykolwiek pracował w windykacji. Nie chodzi o to, że konsument-dłużnik nie ma pieniędzy. On nie ma pieniędzy w określonym portfelu na wybrane cele. To zjawisko wyjaśnia, dlaczego ktoś, kto twierdzi, że nie stać go na ładny prezent dla żony, codziennie kupuje sobie paczkę fajek. Albo kto z wakacji nie przywiezie sobie pamiątki, ale wydaje setki złotych na jedzenie w knajpie. To dlatego najmniejsze problemy z windykacja mają dostawcy internetu – bo dzisiaj bardziej niż wody i ogrzewania ludzie potrzebują sieci.
Dlatego gdy słyszę argument, że to takie drogie, to wiem, że wcale nie chodzi o pieniądze. Tylko o to, że ktoś jeszcze nie jest na etapie, na którym rozumie, że strona internetowa to narzędzie, dzięki któremu może się rozwinąć i zbudować swoją markę. A to zawsze procentuje. Nawet, jeśli nie da się tego wprost i łatwo policzyć. Ostatecznie pralkę, samochód, telefon czy laptop zdarza się nam kupować na raty. Czemu nie można tak zainwestować w stronę internetową swojej kancelarii?
A jednak oceniają Cię po okładce. Chodzi o to, aby nie było wstydu
Biuro Twojej kancelarii to miejsce, które sprawia, że gdy klient do niego przychodzi, to wyrabia sobie opinię o Tobie jako prawniczce. Atmosfera biura wpływa na samopoczucie klienta. Jeśli dobrze się u Ciebie czuje, jest większa szansa, że Ci zaufa i powierzy Ci swoją sprawę i pieniądze. Zachęcam Cię, abyś tak samo spojrzała na stronę internetową swojej kancelarii. Ona jest jak przedpokój, do którego wchodzi klient, zanim usiądzie z Tobą do stołu. Jeśli przestrzeń go zachęci, przejdzie dalej. Tylko mówimy o przestrzeni wirtualnej. Czy jednak nie tutaj przez ostatnie lata większość z nas zbudowała swoje życie?
Spójrz na swoją stronę internetową jak na wirtualną siedzibę swojej kancelarii
Dostrzeż w niej narzędzie, które buduje Twoją markę, ociepla wizerunek, wzbudza zaufanie klienta. Nawet nie podejrzewasz, jaki efekt możesz osiągnąć, gdy masz dobrze zaprojektowaną stronę internetową. I co jeszcze możesz z nią zrobić. Jak może Ci się przysłużyć, zdobyć klientów, zatrzymać tych, których już teraz masz w swoim portfolio.
Chodź, pokażę Ci, jak możesz to osiągnąć
Przeprowadzę Cię przez meandry tego procesu, pomogę ominąć rafy i roztoczę przed Tobą wizję dalszych możliwości. Odpowiem na Twoje pytania i wątpliwości. Poprowadzę przez każdy etap procesu budowy Twojej internetowej kancelarii. Nie wiesz od czego zacząć? Umów się ze mną na darmową konsultację przy wirtualnej kawie. Obiecuję Ci, że będzie to przyjemna i inspirująca rozmowa.
- Umów się na darmowe konsultacje dotyczące Twojej strony internetowej
